![]() |
||
formacja bojowa B-24 z osłoną P-51D Mustang: fotografia ze zbiorów Archiwum Fotograficznego Muzeum Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych |

wspólne zdjęcie oficerów załogi "Bestii" |

"Liberatory" cieszyły się doskonałą opinią lotników - "Dajcie nam więcej B-24" mówił wojenny plakat powołując się na lot bojowy "Liberatora", w którym samolot stoczył zwycięską walkę z 12 japońskimi myśliwcami "Zero" i bezpiecznie dotarł do bazy |
Chcielibyśmy przedstawić Państwu historię, która rozegrała się nieopodal malutkiej, bardzo malowniczej miejscowości Krupski Młyn, położonej w sosnowo - świerkowych lasach przy ujściu rzeki Liganzji do Małej Panwi. Coś co wyróżnia tę niepozorną miejscowość spośród tysięcy podobnych to fabryka materiałów wybuchowych, której pierwsze budynki stanęły już w 1872r., a więc sześć lat po wynalezieniu przez Alfreda Nobla dynamitu.
Epizod
z historii Krupskiego Młyna, który chcemy przedstawić
związany jest z okresem
II Wojny Światowej i dotyczy losów załogi jednego z
samolotów B-24, wchodzącego w skład amerykańskiej
eskadry bombowców.
Celem
ostatniej misji w jakiej wziął udział była
miejscowość Odertal (obecnie Zdzieszowice), a
konkretnie zniszczenie tamtejszych zakładów
produkujących paliwo z węgla.
Eskadra samolotów z ładunkiem bomb na pokładzie
wystartowała z bazy lotniczej w San Giovanni we
Włoszech. Podczas wykonywania zadania bojowego jeden z
samolotów został trafiony przez artylerię
przeciwlotniczą. Uszkodzenia okazały się bardzo
poważne i w efekcie doprowadziły do rozbicia maszyny w
lasach otaczających Krupski Młyn. Ośmiu żołnierzom,
spośród dziesięcioosobowej załogi znajdującej się
na pokładzie, udało się opuścić spadający samolot.
Ocaleni członkowie załogi, znalazłszy się na
nieznanym sobie terenie, mieli tylko jeden cel -
przetrwać i wrócić bezpiecznie do "swoich".
Niestety funkcjonariusze miejscowej policji dość szybko wyłapali ukrywających się lotników. Ciekawostką w całej tej historii jest fakt, że jeden z członków załogi nim został schwytany przez ok. 2 tygodnie ukrywał się w okolicznych lasach. Dyskutując dzisiaj o tamtych wydarzeniach, możemy spekulować czy był to przypadek, czy też celowe działanie wynikające z rozkazów dowództwa. Być może zadaniem tego żołnierza było ukrycie jakichś ważnych dokumentów w razie niepowodzenia misji, by nie dostały się w ręce nieprzyjaciela?
Wydarzenia
z tamtych lat mogą potwierdzić sędziwi już
mieszkańcy Krupskiego Młyna oraz okolicznych
miejscowości. Krążące opowieści dotyczyły samego
faktu rozbicia dużego samolotu w pobliżu fabryki
materiałów wybuchowych, brakowało jednak
dokładniejszych informacji o samolocie i jego załodze.
W trakcie długich i żmudnych poszukiwań udało się
nam dotrzeć do dwóch żyjących jeszcze członków
załogi zestrzelonego samolotu B-24, tj. dowódcy i
bombardiera. Mimo, że obaj mają obecnie ponad 80 lat
dobrze pamiętają tamte wydarzenia. Nieocenionych
informacji dostarczył nam również Przemysław
Pawłowicz - były modelarz i hobbysta samolotów,
mieszkający w Oławie.